Ostatnio rozpoznaję u siebie jakiś rodzaj sentymentu, co objawia się szperaniem w kinematografii lat 80-tych. Trapi mnie pewne zmęczenie naszpikowanym efektami specjalnymi i poprawionym do granic możliwości obrazem kina współczesnego. Natomiast Youngblood (reż. Peter Markle) zachwyca naturalnością scen i samych aktorów, świetnymi strojami, które przetrwały próbę czasu oraz fabułą dramatu, gdzie staje się jasne, że sama pasja do sportu i talent nie wystarczą, aby osiągnąć sukces.
Chciałabym pozostać w swojej bańce ideałów i za Johnem Lennonem wyobrażać sobie świat bez przemocy i podziałów.
Jednak wystarczy, że przysiądę do pracy zawodowej wysłuchując kolejnej historii nadużyć, przekraczania granic, albo zajrzę na portale informacyjne i już jestem z powrotem na Ziemii, a raczej w miodem i mlekiem płynącym kraju nad Wisłą. Nie poprawia mi samopoczucia fakt, że w obliczu nadużywania internetu (tu spekuluję) ludzie już nawet nie odróżniają gwałtu od dobrowolnie współżyjących ze sobą osób, a także świadomość jedynego możliwego pomysłu na zapewnienie nam obywatelkom ochrony – szkolenia z samoobrony. Czasy niby nowoczesne, a problem stary jak świat.
YOUNGBLOOD, CZYLI JAK PRZETRWAĆ I ODNIEŚĆ SUKCES
Wracając do filmu, utożsamiam się z przeżyciami tytułowego bohatera. Targającym go poczuciem niesprawiedliwości, zażenowania, złości i malującego się na twarzy, coraz wyraźniejszego strachu, a nawet przerażenia. Jakbym miała jeszcze bardziej wejść w psychologiczne analizy – przeszedł wszystkie fazy reakcji stresowej od zamrożenia, po ucieczkę, aż do agresji. Charakteryzuje go pewna, naiwna niezgoda na przemoc i rozpaczliwa chęć skupienia uwagi wyłącznie na grze fair play. Jednak w środowisku, do którego trafia nie ma ani fair (brak egzekwowania zasad) ani play (turniej bardziej przypomina wojenną rzeź, niż grę sportową). Abstrahując od fabuły na uwagę, w tym filmie, zasługuje jeszcze jeden szczegół.
Odtwórca głównej roli, Rob Lowe, to nie tylko piękna buzia, ale także w punkt zagrane emocje. Aktorska chemia pomiędzy nim, a Patrickiem Swayze sprawia, że od ekranu trudno oderwać wzrok wyczekując kolejnego, wspólnego ujęcia. Nie wiem, jak on to zrobił, ale podczas sceny finałowej zorientowałam się, że poruszam barkami synchronicznie do oddawanych przez niego ciosów.
JAK RADZIĆ SOBIE Z TOKSYCZNYMI LUDŹMI?
Thomas Erickson w książce Otoczeni przez psychopatów, radzi (co ma sens), aby po rozpoznaniu w swoim otoczeniu tego typu osobowości, zniknąć bez śladu. Jesteś w relacji z osobą toksyczną – uciekaj. Dotyczy to zarówno sytuacji biznesowych, jak i prywatnych. Kiedy mówimy o klinicznej psychopatii (w uproszczeniu brak empatii, a przede wszystkim odczuwania strachu) najlepszym wyjściem jest ucieczka. Nie zaczynaj walki, bo taki ktoś pokona Cię swoją bezwzględnością. Najlepiej szybko rozpoznawać i starać się unikać takich osób. Częściej jednak spotykamy ludzi w jakimś stopniu przemocowych, narcystycznych, czy przekraczających nasze granice. Wtedy asertywność, jasne stawianie granic z mocnym zapleczem może wystarczyć. Chociażby pod kątem tego, że im trudniej do nas dotrzeć, nami manipulować, zastraszać, tym szybciej taka osoba wycofa się w poszukiwaniu innej ofiary.
Dean Youngblood ma do czynienia z mało zdolnym w tej grze, ale bardzo agresywnym kolegą z przeciwnej drużyny. Decyduje się uciec i powrócić do domu, po jednej z krwawych akcji. Jednak starszy brat, niczym wprawny coach najpierw wylewa na niego kubeł zimnej wody, aby potem wziąć pod swoje skrzydła i nauczyć technik samoobrony. – …musisz umieć przetrwać… – wtóruje senior rodu. Chłopak wraca na mecz i tym razem odważnie idzie po swoje.
Coaching narodził się w sporcie i jest o trenowaniu. Serdecznie zapraszam, jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości co do działania w swojej rzeczywistości.

