Jedną z ciekawszych pozycji na pułkach literatury psychologicznej, jaka w ostatnich latach wpadła mi w dłonie było „Śniące Ciało. Rola ciała w analizie snów i procesie indywiduacji.” Książka pierwotnie napisana w 1982 roku przez amerykańskiego psychoterapeutę Arnolda Mindella.
Idąc jego tropem powinniśmy pozbyć się wszelkiego rodzaju przymusów i powinności do absolutnego minimum. Co ciekawe popularna biolożka dr Joanna Wojsiat m.in. w swoim podcaście wtóruje tego typu treściom, choć nie odwołuje się bezpośrednio do Mindella. Również głosi, abyśmy w możliwie jak największym stopniu, ograniczyli działania oparte na przekonaniu: muszę, powinienem, czy trzeba. Im więcej przymusu tym więcej presji, a co za tym idzie powodów do wypalenia. Z kolei znany polski psycholog Wojciech Eichelberger zwykł mawiać „presja to depresja”, podkreślając wyczerpujący styl życia współczesnego świata.
KIM BYŁ ARNOLD MINDELL?
Arnolda Mindella z pewnością można zaliczyć do grona najwybitniejszych psychologów i jednocześnie tych, którzy nie bali się wychodzić poza utarte schematy. Co oznacza, że jego zainteresowania wykraczały dalej niż mury akademickiej psychologii. Z wykształcenia był fizykiem kwantowym. Jednakże nie stanowiło to dla niego przeszkody w założeniu własnej szkoły psychoterapii. Nazwał ją Psychologią Zorientowaną na Proces (oryginalnie z angielskiego Process Oriented Psychology lub Process Work).
Toczący się obecnie spór o psychoterapię, moim zdaniem, ma swoje korzenie w historii ojców założycieli popularnych nurtów. Często bowiem nie byli nimi psychologowie, czyli osoby po studiach magisterskich z psychologii, a socjologowie, lekarze psychiatrzy, neurolodzy, farmaceuci, czy właśnie fizycy, a nawet artyści. Sam Mindell, poza nauką, interesował się również wschodnimi kulturami. Tym samym czerpał z jogi i medytacji, teorii czakr, taoizmu, medycyny chińskiej. Ponadto inspirowały go rytuały rdzennych Amerykanów, z których korzystał tworząc własne modele terapeutyczne, oparte głównie na pracy z ciałem. Chętnie odwoływał się także do myśli innego wybitnego psychologa Carla Gustawa Junga. Między innymi do jego koncepcji archetypów oraz metod pracy ze snami, które rozwijał.
CZYM JEST KONCEPCJA NIE DZIAŁANIA WG AUTORA TEORII ŚNIĄCEGO CIAŁA?
Aby móc w pełni zrozumieć czym jest tzw. nie działanie, należy najpierw dobrze zaznajomić się z teorią śniącego ciała. Na potrzeby tego wpisu poczynię jedynie ku temu podstawę, odsyłając czytelnika do wyżej wymienionej pozycji w celu jej zgłębienia. „Śniące ciało to proces psychofizyczny, który usiłuje, że tak powiem, wyśnić się do istnienia.” Napisał w swojej pracy Mindell. Chcąc pojąć procesy, które w nas zachodzą, pewne symptomy, objawy choroby, czy lęk przed śmiercią, musimy być gotowi zrezygnować z rutyny życia, której się trzymamy.
Natomiast uleganie presji czasu i społecznym oczekiwaniom dość często powoduje rezygnację z takiego kursu. Czyli masz być taki, jakiego myślisz, że chcieliby widzieć w Tobie inni. Brakuje więc refleksji i wglądu, co do tego, kim tak naprawdę jestem oraz jak ta moja prawdziwa osobowość mogłaby przejawiać się w realnym świecie. Wzorzec nakładania na siebie coraz większej ilości zadań do wykonania, będący wynikiem brania udziału w takim wyścigu, sprzyja naszemu oddalaniu się od siebie.
KONCEPCJA NIE DZIAŁANIA I JEJ DEFINICJA
Wbrew pozorom Mindellowi nie chodzi o nic nie robienie w sensie totalnego lenistwa. Raczej o podejmowanie działania w oparciu o wewnętrzny impuls, a nie umysłową racjonalizację, że coś muszę i powinienem. Kurczowo trzymając się narzuconych planów usztywniamy się, wytrącamy energię. Oczywiście są działania, których terminów nie sposób zignorować. Jednak nawet podczas realizacji takich możemy włączyć uważnośc na siebie, a nie działać z poziomu tzw. autopilota.
Już samo filozoficzne podejście, że tak naprawdę nic nie muszę jest bardzo uwalniające. Dzięki niemu można odkryć, co tak naprawdę stoi za tym, że podejmujemy określone działania. Wstajesz rano do wybranej pracy, bo być może realizujesz pewne wyznawane wartości, czy nawet sięgając głębiej – wewnętrzną tożsamość. A jeśli tak nie jest i męczysz się, przymuszasz, to możliwe, że tak naprawdę wcale nie chcesz tego robić, a jedynie ulegasz jakiejś zewnętrznej presji. I Twoje śniące ciało domaga się zmiany komunikując ją w postaci jakiejś formy bólu lub napięcia.
ŚNIĄCE CIAŁO, A STAN FLOW
Spełnianie społecznych oczekiwań nawet tj. wybór danego zawodu, czy posiadanie dzieci, jedynie ze względu na zewnętrzną aprobatę, to jedne z przykładów największych relacyjnych narkotyków, którym ulegamy. Nazywanych w socjologii narkotykami atrakcyjności, akceptacji i afiliacji.
Natomiast bez przymusu działania można doświadczać tzw. stanu FLOW, gdzie mamy poczucie, że rzeczy robią się same, bezwysiłkowo. Wtedy opieramy się na realizacji siebie, a to zawsze jest silniejsze niż nawet największa zewnętrzna motywacja. Często żartuję, że w moim przypadku wiersze piszą się same, co oznacza, że nie jestem w stanie zaplanować, kiedy napiszę ani nawet na jaki temat. Co więcej nigdy świadomie nie uczyłam się ich tworzenia. Pierwszy wiersz pojawił się w mojej głowie zupełnie przypadkiem, pewnego późnego wieczora. Przechodziłam przez pasy jednej z warszawskich ulic przyglądając się uważnie temu co mnie otacza, aż nagle usłyszałam w swojej głowie dźwięczne słowa i rymy oddające nastrój tego doświadczenia. Zaczęłam wypowiadać je do dyktafonu i zanim doszłam do mieszkania, miałam już gotowy wiersz. Nikogo więc nie zdziwię, że do tej pory nie skorzystałam z CHATA GPT i stawiam na rozwój prawdziwej inteligencji. 😉
DLACZEGO Z KOLEI SAMO „DZIAŁANIE” PROWADZI DO WYPALENIA?
Odwrotnością nie działania, będzie działanie podyktowane jakąś zewnętrzną presją np. właśnie nadmiernym skupieniem na określonych wymaganiach społecznych. Przykładem może być osoba, która chce być miła dla wszystkich i w określony, społecznie akceptowany sposób przed nimi wypaść. Jest tak skupiona na tym, jak widzą i oceniają ją inni, że przy tym zapomina o sobie, swoich potrzebach, własnych ambicjach i tym czego tak naprawdę sama chce. Ulega społecznej presji i podporządkowuje się jej. Tutaj z pewnością moglibyśmy użyć odniesienia do zakładanych masek.
Każde działanie, które nie jest wynikiem realizacji siebie na głębszym poziomie staje się tzw. „zdradą ciała”, o której pisał inny popularny psychoterapeuta Aleksander Lowen. Jest nią stan, w którym nie przepuszczamy działania przez siebie. Na poziomie energetycznym głowa jest odcięta od reszty ciała. Zresztą wystarczy poobserwować, jak poruszają się ulegający presji czasu mieszkańcy Warszawy podczas tygodniowej gonitwy. Ich głowy zdają się prowadzić. Wychylone najbardziej naprzód ciągną za sobą ciała, które kroczą na prze-prostowanych nogach. Z kolei na ich twarzach zauważalny jest grymas napięcia. Jak w takiej postawie doświadczać przyjemności z chodzenia, codziennych obowiązków, pracy, a nawet życia?
Co ciekawe możemy się też przy tym upierać, racjonalizować, a tak naprawdę siebie oszukiwać, że wszystko robimy tak bardzo świadomie. Jeden z moich klientów, z którym pracowałam nad zmianą nawyków, odkrył na jednej z sesji, jakie jego niezaspokojone potrzeby kryją się za niezdrowym nawykiem. Na kolejnej zaś zaczął racjonalizować, jakoby wystarczyło włączyć dyscyplinę i przestać to robić. W domyśle nie musi zajmować się swoimi wewnętrznymi potrzebami. Przypomniałam, że już miał tego typu próby i jak dobrze pamiętam maksymalny czas, w jakim wytrwał to miesiąc.
KONCEPCJA NIE DZIAŁANIA KLUCZEM DO UZYSKANIA DOBROSTANU
Inna klientka odkryła, że powodem jej aktualnej niechęci i przeciążenia było w przeszłości zmuszanie przez rodzica do określonych, nawet zdawałoby się całkiem fajnych czynności. Kiedy szła do lasu nie mogła w spokoju oraz z własnym zainteresowaniem spacerować. Zanim się ono pojawiło rodzic sprawdzał znajomość mijanych roślin. Oczekiwał poprawnej odpowiedzi, w przypadku tych już poznanych. A także nauki nowych nazw, które musiała bezbłędnie wymieniać, podczas kolejnych spacerów. Oczywiście w tej rodzinie trzeba było chodzić do lasu i znać napotkaną tam roślinność. Dziecko nie miało momentu, w którym naturalnie pojawiłoby się zainteresowanie i z wewnętrznej potrzeby zaspokojenia ciekawości zaczęłoby zadawać pytania. Stąd w dorosłym życiu nie ma rozpoznania, co do własnych preferencji.
Kiedy działanie jest przez kogoś w pełni ustrukturyzowane nie ma miejsca na to czego tak naprawdę chcę. Ponadto co jest dla mnie ważne, a nawet kim ja jestem. A w konsekwencji, jak mogę to kim jestem realizować w społeczności, w której żyję.
Czasem warto, jeśli to możliwe, zmienić środowisko na takie, które będzie sprzyjało naszemu prawdziwemu rozwojowi. Czyli odpowiadające temu, kim mogliśmy być i nadal możemy się stać. Wystarczy powrócić do siebie i posłuchać cichego wezwania, które nieśmiało podejmuje próby bycia przez nas wysłuchanym. Niestety nazbyt często będąc zagłuszane przez nasz drugi, dość racjonalny głos. Jednak może być łatwiej w dni bez planu, ciszy, swobodnym ruchu, czy kontakcie z naturą. Przede wszystkim należy, chociażby w czasie wolnym, odłączyć się od wszechobecnych bodźców, które generuje cywilizacja. W tym ciągłych powiadomień, newsów, postów, a nawet muzyki w słuchawkach. Wszystkiego co na codzień, kradnie naszą uwagę i potencjał oddalając od poczucia dobrostanu. Pamiętajmy, że dobre korzystanie z cudów technologii to takie, dzięki któremu możemy się zdrowo rozwijać.
Jeśli temat jest Ci bliski i doświadczasz wypalenia w swoim życiu zapraszam do współpracy.

